Po licznych, czasem dość bolesnych, samoobserwacjach (czyt. rozkminach)
doszłam do punktu zwanego EUREKĄ.
Odkryłam oczywistą oczywistość,
wszystkim dobrze znaną, mi również,
aczkolwiek sendo leży w uświadomieniu sobie tego!
A czego?
Mianowicie tego, że dużo czasu poświęcam (czyt. MARNUJE) na myślenie, planowanie i rozważanie wszystkich możliwych scenariuszy swoich działań.
W jakim celu? Co mi da zamartwianie się na zapas?
Jak wcześniej wielokrotnie wspominałam myślenie w zbyt stężonej dawce jest szkodliwe i to bardzo.
Planowanie- ok potrzebne, aczkolwiek również w odpowiedniej ilości.
Gdy planowanie działań pochłania więcej czasu/ siły/ energii niż samo działanie to chyba coś poszło nie tak.
Rozpatrywanie wszystkich możliwych scenariuszy również winno być dozowane w rozsądnej ilości, gdyż
po 1 nie jesteśmy wróżbitą Maciejem i nie możemy przewidzieć przyszłości
po 2 nie na wszystko mamy wpływ, więc warto dopuścić
po 3 z każdej sytuacji jest wyjście, czasem zmusza ono do opuszczenia bezpiecznej przystani i popełnienia szalonych decyzji.
A na koniec zapraszam do filmu:



